Potęga słowa – o marketingu w handlu nieruchomościami

O tym, jak istotny dla prowadzenia działalności jest wizerunek naszej firmy, mówić nie trzeba. To, jak i co ludzie o nas myślą odbić się może na naszej działalności, i nie ma od tego wyjątków – za błąd w PR zapłaci zarówno zwykły osiedlowy sklepik, i międzynarodowa korporacja. W erze coraz bardziej świadomych użytkowników i popularności sieci globalnej, coraz trudniej jest – z jednej strony – ukryć swoje błędy przed potencjalnymi kupującym, z drugiej zaś wypromować swoje sukcesy. Te zmiany – choć powoli – zaczynają też docierać na rynek nieruchomości. Dotychczasowa sytuacja – przewaga popytu nad podażą – sprawiała, że nie opłacało się inwestować w reklamę, bo klienci (choćby i z konieczności) przychodzili do nas sami. Biznes mieszkaniowy – w zasadzie – tkwił raczej we własnym gronie, izolując się w zamkniętym kręgu targów i branżowych imprez, bardzo rzadko angażując się w jakąś promocję „na zewnątrz”

Kres temu przyniosły przede wszystkim dwa wydarzenia: boom na rynku mieszkaniowym oraz wejście w dorosłość nowej, aktywnej medialnie i społecznie generacji. Dotychczasowa luka pomiędzy zapotrzebowaniem a faktycznym stanem powoli zaczęła się zamykać, głównie przez działalność nowych na rynku deweloperów, jak również inwestycje kapitału zagranicznego. Chociaż ciężko powiedzieć, aby podaż zrównała się z popytem, to obecna sytuacja nie generuje już takiego nacisku, aby kupujący musiał godzić się na każdą ofertę. Coraz częściej myśląc o wyborze nieruchomości staramy się to robić świadomie – uwzględniając zarówno nasze potrzeby, jak i kwestie takie jak renoma firmy czy ekologiczna strona całego projektu. Właśnie w tej kwestii najbardziej widać zmianę, jaką przyniosła nowa generacja – kupujący przestali być już bierni wobec składanych im ofert, i coraz częściej sami stają się stroną aktywną w transakcji.

Dla deweloperów oznacza to – przede wszystkim – że współcześnie reklamy mieszkań muszą być nie tylko znacznie bardziej dopracowane, ale i spersonalizowane pod „target” danej inwestycji. Czasy, kiedy za reklamę wystarczył krzywo wydrukowany folder odchodzą w niepamięć – teraz każdy stara się, aby jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji wiadomo było, do kogo jest ona kierowana. Bardzo dobrym przykładem może być tutaj wybudowane ostatnio w Szczecinie Osiedle Glinki: od samego początku kładziono przy nim nacisk na to, jak bardzo „podmiejska” i przyjazna naturze jest cała inwestycja. Wszystko – od hasła i loga po wykończenia budynków i kolor farby – nastawione było na to, aby przyciągnąć konkretną grupę kupujących. Dobrze skonstruowana reklama to też taka, która obraca potencjalne wady w zalety (albo przynajmniej pozwala je dyskretnie przemilczeć) – tutaj Osiedle Glinki, wykorzystując etykietę „eko” i życia w zgodzie z naturą bardzo zgrabnie ominęło fakt ciężko dojazdu (cała inwestycja znajduje się w – słabo skomunikowanej – dzielnicy Szczecin Północ).

Inną kwestią – istotną dla reklamy – jest również ogólny wizerunek nas jako firmy. Branża mieszkaniowa budzi czasami wiele nieprzyjemnych skojarzeń – komornik, eksmisje, oszukane inwestycje… dobrze jest więc mieć co przedstawić jako kontrargument – najlepiej, jeżeli wiąże się to z czymś budzącą powszechną sympatię. Wspieranie lokalnej społeczności czy działalność charytatywna na rzecz dzieci to tylko przykład tego, po co można sięgnąć przy poprawianiu wizerunku firmy. Takie inicjatywy najczęściej nie kosztują wiele – w skali zarobków firmy – a jednocześnie zwracają się w znacznym stopniu w zainteresowaniu klientów. Nawet bardziej kosztowne przedsięwzięcie – jakim jest sponsorowanie zespołu sportowego – może być dla nas źródłem bardzo dobrej reklamy (co dowodzi nazewnictwo wielu zespołów – szczególnie tych z niższych lig – które przyjmują markę swojego sponsora. Należy jednak uważać, aby nie przesadzić – nazywanie zespołu od płyt pilśniowych nie jest raczej dobrym pomysłem, i wzbudzi raczej powszechną wesołość niż dumę).

Porady