Poradnik współczesnego kamienicznika

Wynajmowanie mieszkań – dawniej w kamienicach, dzisiaj w blokach – zazwyczaj nie cieszyło się dobrą prasą. Już w XIX wieku osoby zajmujące się tym procederem uznawano za chciwe i zadufane w sobie – portret pani Dulskiej, znany z lektury szkolnej bądź filmu, chyba najlepiej ilustruje co dawniej myślano w tych kwestiach. Pięćdziesiąt lat komunistycznego systemu i gwałtowna transformacja ustrojowa na przełomie XX i XXI wieku nie za bardzo poprawiły tą opinię. Nawet dzisiaj trafić można na historie – takie jak te z niesławną „wkładką mięsną” – które odrzucają nas od osób profesjonalnie zajmujących się wynajmem. Jednak czy na pewno musi tak być? Wbrew pozorom, możliwym jest aby tego typu biznes prowadzić w sposób kulturalny i nie urągający zasadom społecznego współżycia. Trzeba tylko na początek zabezpieczyć się przed przypadkami takimi jak…

Problemy z opłaceniem czynszu na więcej osób: każdy z nas zna tą kłopotliwą sytuację, kiedy po grupowym wyjściu zaczynają się dyskusje o to, kto ile ma zapłacić. Bardzo podobnie może być z czynszem. Załóżmy, że trzem współlokatorom wynajęliśmy mieszkanie. Wrocław – bo tu dzieje się akcja – to jednak duże miasto, a jeden z współlokatorów znika bez wieści. Co teraz? Domagać się podzielenia zaległego czynszy pomiędzy pozostałych dwóch? Ci jednak mogą bronić się, twierdząc że przyjmując ofertę nieruchomości nie zgadzali się na dodatkowe koszta. Kłócąc się z nimi, wychodzimy w tym momencie na sknerę idealnie wpisując się w schemat „kamienicznika” – a przecież tego chcemy uniknąć. Jeżeli w umowie nie zawrzemy tak zwanej „Klauzuli Solidarności”, to nie mamy prawa zobowiązywać najemców do dodatkowych kosztów – stąd warto pomyśleć wcześniej, aby zawrzeć taką w umowie i pozbyć się kłopotów na przyszłość

„Kreatywną interpretacją” naszej umowy: niestety, choć budzący się w Polsce kapitalizm nieco osłabł, nadal nie brakuje „krezusów” biznesu którzy święcie wierzą że zawojują rynek założoną w ciasnym mieszkaniu firmą. Gorzej, jeżeli miejsce to będą wynajmować od nas. Oczywiście, mamy możliwość się na to zgodzić – ale jeżeli w umowie nie zaznaczymy jasno że mieszkanie ma służyć tylko i wyłącznie do celów wywodzących się z jego nazwy, możliwym jest że skończymy w sytuacji w której nie możemy się na coś zgodzić. W tym momencie pozostaje nam tylko wyrzucić kogoś z działki jednak zawsze psuje to opinię. A wystarczyło wcześniej zaznaczyć coś, co – choć dla nas oczywiste – w świetle prawa wcale takie nie jest

Syndrom „moje mieszkanie to moja twierdza”: bardzo często lokator – z tej czy innej przyczyny – uparcie odmawia wpuszczania kogokolwiek. Pół biedy, jeżeli zrzucić to możemy na karb dziwactwa – gorzej, jeżeli ze strony sąsiadów zaczynają krążyć niepokojące plotki. Sprawdzić tego nie możemy, bo wejście bez zgody na posesje jest niemożliwe – chyba że z dobrym powodem i w asyście policji. Ten sam problem może mieć też administracja budynku: jako że ofertę nieruchomości wystawiliśmy my, najemca nie jest stroną w umowie i nie ma obowiązku wpuszczać osób odpowiedzialnych – na przykład – za sprawdzanie liczników. Żeby zapobiec takim przypadkom, w umowie trzeba zaznaczyć że – po pierwsze – jako wynajmujący mamy prawo do ustalonych wcześniej wizyt, po drugie że najemca ma obowiązek konsultowania się z administracją budynku

Szybką wyprowadzką – podejrzanie szybką, szczególnie jeżeli najemca domaga się od nas natychmiastowego zwrócenia kaucji. Warto jest zostawić sobie pewne „okienko” – określony w umowie termin – do którego możemy wstrzymać oddanie kaucji, tak aby zapewnić sobie czas na obejrzenie mieszkania. Nie powinien to być zbyć długi czas i w żadnym wypadku nie powinniśmy tego prawa nadużywać – chodzi tu tylko o to, aby najemca nie mógł zbytnio popędzać nas ze zdaniem mieszkania.

Porady